poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział 7 część 2.

  Po powrocie ze szkoły zadzwoniłam do Ani. Umówiłam się i poszłam w umówione miejsce o określonym czasie. Było to w 'Teatralnej Kawiarni', gdyż tam lubiłyśmy chodzić zanim Ania wyjechała.
                                                                             ***
Przyszłam trochę spóźniona ubrana w jeansowe szorty, różową koszulkę i białe trampki. Włosy spięłam w kucyk. Widziałam, że przy naszym ulubionym stoliku siedzi jakaś para i wyraźnie na kogoś czeka. Gdy weszłam Ania wstała i mi pokiwała. Siedziała jednak przy tym stoliku na który patrzyłam. Nie wiedziałam tylko kim jest ten chłopak. Trochę się go bałam. Siedział w kapturze i w ciemnych okularach.
          -Witaj Aniu! Tak dawno cie nie widziałam!-zaczęłam rozmowę.
         -Cześć! To jest mój gość. Przyjechał ze mną z Anglii. Opowiadałam mu dużo o tobie i bardzo chciał Cię poznać. Niestety potrzebujesz języka angielskiego, żeby z nim porozmawiać.Powinnaś to wiedzieć, bo go znasz. -odpowiedziała Ania.
         - Dobrze, ale kto to?- dopytywałam.
         - Może kolega się przedstawi. <Who are you? > - wymusiła Anka.
         -Hi! I am Zayn Malik from One Direction.-powiedział nieznajomy.
 Nie mogłam  w to uwierzyć. Mój ido przyjechał do mojego kraju by mnie poznać. Niesamowite! Miło mi się rozmawiało, aż szkoda było wracać do domu. Rozmawialiśmy o wszystkim. Słuchał nawet moich coverów nagranych na telefonie. Powiedział, że będę wielką gwiazdą. W końcu umówiliśmy się na następny dzień.
                                                                                ***
   Umówiona z Zayn'em w tym samym miejscu co poprzednio byłam bardzo szczęśliwa. Znowu długo rozmawialiśmy.Był tam też jego menadżer. Powiedział, że mam się spakować na tydzień. Wracam z nimi do Anglii gdzie nagram duet z moimi idolami. Zycie znowu zaczęło mi się układać. Byłam taka szczęśliwa. No właśnie... Byłam. W Polsce nic mnie nie trzymało. Spakowałam się w godzinę i od razu poleciałam cała szczęśliwa. Na lotnisku czekała na mnie mama. Zaskoczyło mnie to, ponieważ przez pół roku się nie odzywała.
             -Sandrusiu! Tęskniłam za Tobą! Gdzie ty byłaś??!!-krzyczała już z daleka.
            -Nagle zaczęło Cię to interesować tak? Spieszę się-odpowiedziałam i poszłam.
     Wsiadłam do samolotu obok Ani. Był to zwykły samolot. Pełno pasażerów, stewardessy itd. Czytałam bloga koleżanki i usnęłam. Obudziłam się już na lotnisku w Londynie. Czułam się tu świetnie. Czułam, że mogłabym tam zamieszkać. Jakiś pan odebrał mnie i Anię z lotniska mając na tabliczce nasze imiona i nazwiska. Pan był wysoki w kapeluszu i w garniturze z muszką na szyi. Twarzy nie widziałam przez tę gęstą mgłę. Poszłyśmy do  londyńskiego akademika. Nie wydawał mi się ten akademik jakimś zwykłym, ja po prostu czułam się jak w pałacu. Łóżka były tak miękkie jakby spało się na puszystej chmurce gdzieś wysoko na niebie. Były kwiaty, które pachniały od samego wejścia i bielusieńkie firanki do samej ziemi. W łazience wszystko było takie czyste i proste. Wymarzone miejsce. Rozpakowałam się, umyłam i poszłam spać. Następnego dnia miałam iść nagrywać. W nocy śniło mi się coś dziwnego: stałam na rozdrożu. Jedna droga była taka niewydeptana, nowa. Druga pełna dziur i śladów. Koszmar!
                                                                     ***
-Drrrrrrrryńńńńń!-obudził mnie budzik. Przy łóżku czekało już śniadanie. Zjadłam ubrałam się w taksówką pojechałam do studia nagraniowego.
'So we play, play, play all the same old games
And we wait, wait, wait for the end to change
And we take, take, take it for granted that we’ll be the same'-śpiewaliśmy.
Nagle przyszedł ten sam pan, który zaprowadził mnie i Anię do akademika i posłał mnie do pokoju. Tam czekała ciocia. Powiedziała mi, że mama nie żyje. Zginęła w wypadku po tym jak powiedziałam do niej te okrutne słowa. Uciekłam od niej, wtedy kiedy potrzebowała pomocy. Ona była w ciąży. W 2-gim miesiącu. Razem z mamą zginął mój mały braciszek. Przez moją głupotę...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Coś mi ta notka wzruszająca wyszła. Sama się popłakałam ;( Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Odrobię straty ;D W wakacje też będzie co czytać. Postanawiam też, jeżeli ten blog będzie si.ę cieszył w miarę popularnością prowadzić kolejnego w oparciu o ten ;D Bardzo proszę o komentarze!!! Sprawia mi wielką przyjemność wtedy czytanie Waszych opinii. No właśnie to była ta notka z One Direction, ale zespół będzie jeszcze długo w życiu Sary.
A TERAZ NAJWAŻNIEJSZE:Dziękuję za taką liczną liczbę odwiedzin!!!! Pobiliście 300!!!! ;D Mam nadzieję, że dalej będziecie tu wchodzić i czytać ;D Ciao! Do następnego rozdziału!!! Love U All ! < 3 ♥

wtorek, 22 maja 2012

Rozdział 7.

 Dzień mijał za dniem. Jedynie Ania wiedziała gdzie mieszkam. To był bardzo dziwny dzień. Dawid zachorował a jego mama prawie by zamknęła mnie w domu. Biegłam spóźniona do szkoły. Zobaczyłam pocztę i przyszła pocztówka z Londynu od Ani. Postanowiłam nie pójść na fizykę, ponieważ chciałam poczytać pocztówkę. Było tam napisane:' Pozdrowienia z Londynu, resztę zobacz w liście. Pozdrawiam Ania i Z. Zaciekawiło mnie kto to ten Z. Pomyślałam,że to jej chłopak. Ucieszyłam się, bo wiedziałam, że coś jej się w życiu ułożyło. Postanowiłam przeczytać list.

Droga Sandro!
Mam Ci tyle do opowiedzenia, że chyba ta kartka i ten długopis nie wystarczą do przekazania Ci wszystkich moich odczuć i przeżyć. Głupio mi było opowiadać Ci przez telefon dlatego wybrałam inną starszą wersję komunikacji.  Na wstępie opowiem Ci jak tu jest fajnie (...) Jak tylko otrzymasz ten list napisz mi SMS-a. A przywiozę Ci pamiątkę. I to z dopinką!!!!
Zastanawiałam się co to może znaczyć. Napisałam jej tego esemesa jak kazała, ale nie wiedziałam o co chodzi. Poszłam do szkoły i zostawiłam całą te sprawę w domu. Pamiętałam także o tym, że muszę kogoś wybrać. Otrzymałam odpowiedź, że pojawi się jutro i że mam ją zaszokować strojem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następna notka będzie kontynuacją rozdziału 7, bo jakiś mały wyszedł a nie miałam weny. Jeszcze coś grypa zaczyna mnie brać i w ogóle nieciekawie. Pozdrawiam wszystkich, którzy skomentowali poprzednią notkę. Dziękuję i proszę o kolejne Apsik! Niech zdrowie bd z Wami xD

piątek, 18 maja 2012

Rozdział 6.

Otworzyłam jedno oko, potem drugie. Strasznie bolała mnie głowa. Byłam w miejscu, którego nie znałam. Wyglądał to na mały pokoik. Było wygodne łózko, dookoła pluszaki, na szafce nocnej stało ciepłe kakao. Pokój stylizowany w stylu Vintage cały różowy w kwiatki. Pachniało Fiołkami, różami i moimi ulubionymi niezapominajkami. Przypominają mi czasy gdy byłam mała...Ktoś o mnie dba. ale kto-różne myśl przechodziły mi przez głowę. Bałam się. Chciałam uciec lecz nie miałam siły. Nagle otworzyły się drzwi. Udawałam, że śpię. To był Olek. Otworzyłam już wyraźnie oczy tak żeby widział, że żyję.
-Czemu to zrobiłaś?-zapytał.
-To wszystko jest z trudne...
- Wiem, ze jesteśmy młodzi, ale....-nie dokończył.
-Ale????-ciągnęłam dalej.
-Ale... kochałbym to dziecko jakby było moje, bo...
-...Bo...-znowu chciałam usłyszeć zakończenie.
-...Bo, Cię kocham!- i się rozpłakał.
Uśmiech na mej twarzy się pojawił,  ale nie na długo.
-Ale teraz już za późno.-wykrztusił ocierając łzy.
-Dlaczego?! Dajmy sobie szansę. Od teraz będę walczyć!- powiedziałam optymistycznie.
- Nie ma dziecka. Straciłaś je.
Te słowa mnie dobiły. W sumie nie chciałam go, ale z dnia na dzień kochałam je coraz bardziej.
-Jesteśmy tylko my. Postaram się dbać o to co ciągle jest między nami.-dokończa Olek- tylko jeszcze Dawid. Kochasz go?
-Dawida już nie ma.-powiedziałam i odwróciłam głowę w inną stronę.
W małym lusterku widziałam jego uśmiech i słyszałam jak skrzypią zamykające się drzwi. Zasnęłam.
W tym samym czasie, gdy Olek kierował się do domu spotkał Dawida. Znali się.
-Zrujnowałeś dziewczynie życie!- zaczął olek.
-Sama się prosiła!-bronił się Dawid.
-To, że chodzisz z tą paczką blokersów to nie znaczy, że jesteś lepszy ode mnie.
-Nie prowadzę się z nimi! Jestem lepszy, bo to mnie woli Sandra.
-Chciałbyś!
 I zaczęła się bójka. Oboje wrócili poobijani od domu. I tak wyglądali lepiej ode mnie. Długo wracałam do zdrowia. Pomagała mi moja nauczycielka śpiewu, bo to właśnie ona mnie wyłowiła i jej zawdzięczam wszystko co się stało dobrego.
W końcu wróciłam do domu. U progu przywitała mnie mama:
-Wynoś się! Nie chcę tu takiej jak ty! Nie jesteś już moją córką! - krzyknęła. Nawet nie mogłam wyjaśnić. wiem, że ciężko było jej to wykrztusić, ale to zrobiła. Ole leżał w szpitalu, więc poszłam do Dawida. Napisaliśmy kilka piosenek, lecz nie było to już takie magiczne jak kiedyś. Wiem, że muszę wybrać. Tylko nie wiem kogo.
Musiałam wrócić do szkoły. ?Wszyscy mnie pocieszali, przez co czułam się jeszcze gorzej. Przecież miałam na sumieniu jeszcze nie narodzone dziecko. Moją małą kuleczkę, która nic nikomu nie zrobiła, a przypłaciła życiem za moją głupotę. Nie miałam się komu wyżalić, bo Ania w Londynie już od dawna, Olek zrezygnował by być ze mną, ale Dawid przyjął mnie do domu....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziś bardzo spektakularnie ;D Mam nadzieję, że taka forma też Wam się podoba.  Pozdrawiam
@Gosiaczek1998 czyli domyślam się, że Gosię ;D Jeśli również chcesz być pozdrowiona\ny-napisz w komentarzu. Chcesz być informowana\ny? Napisz nick z twittera, link do facebooka lub adres e-mail.
I jak zawsze Pytania:
1) Co otrzyma Sandra od Ani z Londynu?
2) kogo przywiezie na wakacje?
3) Kogo wybierze Sandra?
4) Co się stanie z jej mamą?
Na te i inne pytania odpowie kolejna-może jutrzejsza-notka. Przepraszam,że długo nie pisałam, ale myślałam, że nikt mnie nie czyta ;D A tu proszę-  @Gosiaczek1998 - wierna czytelniczka ;D Jeśli to czytasz-Dziękuję Ci!!! ♥♥♥

czwartek, 10 maja 2012

Teraz właściwy rozdział 5 ;D

Obmyśliłam plan. Już wiem jak powiem to Dawidowi. Poszłam do szkoły lekcja mijała za lekcją jak zwykle nikt nie zwracał na mnie uwagi. Ania biegała po szkole i rozmawiała z nauczycielami cały czas, nie miałam nawet czasu, żeby porozmawiać. Zaczepiłam mnie po lekcjach.
-Cześć!-powiedziała
-Cześć! -odpowiedziałam.
-Wiem, że przeżywasz teraz przełom w swoim życiu, ale muszę ci coś powiedzieć.
-Okey! To wpadnij do mnie po lekcjach.!-zaproponowałam.
-No właśnie nie mogę. Umówiłam się z Olkiem.
-Jesteście razem?- zdziwiłam się.
-Nie! Nie, ale będziemy się uczyć. Wyjeżdżamy na wymianę uczniowską do Londynu. Przepraszam, że mówię tak nagle, ale nie wiedziałam, że wybiorą moją pracę. A teraz sorki! Muszę iść! Śpieszę się!- odpowiedziała i uciekła pod pretekstem braku czasu. Miała, go ale wolała poświęcić go na naukę niż na mnie. To smutne.Bardzo smutne. W sumie i tak nie miałam czasu bo postanowiłam iść na tę lekcję śpiewu.
    Na miejscu było dziwnie. Wszystko takie w starym tylu. Na środku stał wielki fortepian, całe pomieszczenie było bardzo akustyczne, choć było tam dużo okien i kwiatów.
-Tu będziemy śpiewać.-powiedziała starsza pani. Zaczęła grać na pianinie a my śpiewaliśmy.
-'Jesteś jedyną muzyką w mym sercu'-śpiewał Dawid.
-'Wkrótce wszystko się zmieni.' -ja zgodnie z tekstem.
Uderzająco pasowało to do mego życia, ale on jeszcze o tym nie wiedział. starsza pani poczęstowała nas w brytyjskim stylu herbatką i krakersami. Pochwaliła nas i poszliśmy do domu. Piosenka świetna tak jak nasze wykonanie. Wszyscy byli zgodni. Wychodziliśmy i znów padało. Jak to pora jesienna, same deszcze. Poślizgnęłam się.Przewrócona upadlam na brzuch. Strasznie mnie bolał. Dawid pomógł mi wstać. Zapytał co mi jest. opowiedziałam mu o wszystkim. Zdenerwował się i mnie odrzucił. Jednego dnia straciłam wszystko: dwie ukochane miłości, przyjaciółkę... To było straszne. Chciałam odreagować. Poszłam na jakąś melinę. Wypiłam co mieli wypaliłam co mieli. Ale to było za mało...Nie chciałam żyć. Nie miałam dla kogo. Poszłam na most i rzuciłam się z niego. Płynęłam do tego momentu w którym straciłam przytomność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na dziś tyle. Pytania:
1) Gdzie się ocknie Sandra?
2)Co z jej przyjaciółmi?
3)Co w liście powie jej Olek?
4) Co powie jak mam wróci do domu?
O tym w następnym rozdziale! Czekajcie ;D
Soł! Pozdrowienia:
Pozdrawiam Misię, Madzię i Adę-nowe czytelniczki.
Jeśli też chcesz być pozdrowiona\ny komentarz!!! ;D
Po następnej notki ;D

środa, 9 maja 2012

Rozdział 5

   Nieśmiało weszłam do pociągu, który nie był jakoś strasznie zaludniony. Pewien pan w garniturze zrobił mi miejsce i mogłam usiąść. Bardzo miło z jego strony. Tym bardziej, że byłam już zmęczona.Na przeciwko siedział chłopak. Bardzo ładny. Czytając książkę, czułam na sobie jego wzrok. Było mi troszkę niezręcznie. W końcu zaczął rozmowę. Pytał się, czy piszę piosenki, jak mi idzie śpiewanie i takie tam. Opowiadałam mu zgodnie z prawdą.
   Okazało się, że chłopak wysiada na tym samym przystanku co ja. Odprowadził mnie do domu. Po drodze śpiewaliśmy. 'If music have a power....Ohh music have power, because I find you...'  Muzyka płynęła z nas jak w rzece. Pewna pani dała nam ulotkę z jakimś konkursem talentów i powiedziała, że będzie nas przygotowywać, o ile się zgodzimy. Ja i Dawid musimy to przemyśleć.  Musiałam już iść. Rozdzieliliśmy się. Zaczęło padać. Postanowiłam iść przez park, przecież to skrót. Trochę się bałam, bo chodziły plotki, że wiele krzywd działo się tam młodym dziewczynom. W parku zaczęłam biec szybciej. Nagle słyszałam kroki. Zaczęłam się zastanawiać, bo gdy zwalniałam ten ktoś nie. Odwróciłam się. Okazało się, że to Dawid. Zapomniałam sweterka i zaczął mnie gonić, by mi go oddać. Powiedziałam, żeby przyszedł do mnie na herbatę. Mam nie było, wyprowadziła się przed moim wyjazdem do cioci do Londynu. Szybko nie wróci. Nagle w deszczowej mgle zauważyłam tych blokersów. którzy zaczepiali mnie już od dawna.
 -Oh! Piękna buźka wróciła!-powiedział jeden z nich.
-Jak ci było w tym filmie? Tam też cię nienawidzili?-dopowiedział ten drugi.
-Nie będę z Wami rozmawiać! -próbowałam uciec.
-Nie nie, nie! Zaczekaj! Porozmawiamy sobie!-powiedzieli. Ścisnęli mnie mocno i próbowali mnie gdzieś ciągnąć, ale Dawid mnie uratował. Zaczęliśmy uciekać. Doszliśmy do domu. Zaparzyłam herbatę i napisaliśmy strasznie dużo piosenek o miłości. 'You can believe.See our love'. Tak pisało mi się dobrze i słowa zapisywły kartki same. W końcu poczułam tę miłość. Zadziwiające jak można pokochać kogoś w jeden dzień. Zaczęliśmy się całować. Najpierw nieśmiało, potem bardziej pewnie.
                                                                          ***
    Nie widziałam Dawida od dawna. Do may też nie dzwoniłam. Należy jej się odpoczynek od moich problemów. do szkoły też nie chodziłam. bo jakoś źle się czułam. Teraz już wiem dlaczego. Rodzina nam się powiększy. Ciekawe co na to Dawid. Jesteśmy jeszcze tacy młodzi...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta notka taka przełomowa xD Mam nadzieję, że Wam się podoba. pozdrawiam nową czytelniczkę-Michalinę ;D Jeśli to czytasz, zostaw mi komentarz ;D Przepraszam, że notki nie dodałam tak długo, ale byłam zajęta planowaniem pewnego filmiku, czy tam flash-moba xD http://what-makes-katowice-beautiful.blogspot.com/ Trzymajcie kciuki za mnie i za moje koleżanki -@rhappydays i @MyMusicalSoulxD A teraz pytania:
1) Jak będzie u pani, która zaprosiła ich na lekcje spiewu?
2) Czy Sandra i Dawid zgodz się na występ?
3)Jak zareaguje Dawid na wieść od Sary?
+ nieopowiedziane pytania z poprzedniego rozdziału ;D
Czekajcie ;D Do jutra ;D

piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 3

  W sobotę wszyscy chodzili jak nakręceni. Walizki spakowane już dawno czekały na przedpokoju. Mama przygotowała kanapki, bo czekała mnie długa droga. Ubrałam się w swoje ulubione ciuszki, czyli białe trampki, jeansowe rybaczki, i białą koszulkę.  Przemek na pożegnanie przyniósł mi przygotowane przez niego babeczki. Były spalone, pewnie pierwszy raz gotował. Ale to miło z jego strony. Ania zrobiłam mi makijaż i fryzurę. Po raz pierwszy podobałam się sobie. Wpadłam jeszcze szybko do Olka, oddać mu notatki z biologii. Prawie mnie nie poznał. Zrobił mi herbatę, posiedzieliśmy chwilę i odprowadził mnie. Zaczęło padać. Dał mi swoją bluzę, żebym nie zmokła. On biegł w krótkim rękawku. Widziałam, że było mu zimno, więc mu ją oddałam. Nasze głowy zbliżyły się do siebie. Zaczęliśmy się całować. Byłam zaskoczona, a jednocześnie wkurzona na samą siebie bo przecież odwzajemniłam pocałunek. Chyba coś do niego zaczęłam czuć. Ale to bardzo małe. Nie wytrzyma próby czasu...
    W końcu przyjechał po mnie menadżer i samochodem zabrał do mojego mieszkania. Po drodze same słowa przychodziły mi do głowy. ' One rich girl, and one poor guy from one city'. W czasie, kiedy powinnam się cieszyć, było mi smutno. Z całego serca starałam się zapomnieć o Olku i o tym co się stało. Postanowiłam poczytać scenariusz. Nie był popisany, więc nie wiedziałam, kogo będę grać.
   Na miejscu przeżyłam szok! Przecież miałam mieszkać sama w pokoju. Zapłaciłam naprawdę dużo. Weszłam, a tutaj..leżało pełno puszek i butelek po alkoholu. Gdzieniegdzie papierosy. Powiedziałam 'Cześć' i chciałam rozpakować chodziarz połowę rzeczy, ale wszystkie szafki były zajęte. Bałam się. Chodziłam po pokoju jak nakręcona. Najbardziej bałam się przechodzić obok takiego łysego chłopaka, który wzrokiem gonił  mnie po pokoju. Chciałam wejść do łazienki, żeby zadzwonić do Ani, a tu kolejna porażka. Jakaś parka obściskiwała się tam. Jeszcze bezczelnie powiedzieli, że mam się nie krępować. Wyszłam na zewnątrz. Po rozmowie z Anką dowiedziałam się, że ma ona kuzyna tutaj. Karol zaraz po mnie przyszedł i przygarnął mnie do siebie. Wieczorem czytałam scenariusz. Na ostatniej stronie było odciśnięte, że gram główną rolę. Ucieszyłam się i poszłam spać. W głowie układałam sobie jak to mogło wyglądać.
   Nazajutrz poszłam do reżysera podziękować mu za rolę. Okazało się, że inna osoba gra Grace. Ja miałam śpiewać tylko echa. Zbulwersowana spróbowałam i uciekłam. To nie miało sensu. Ona miała dostawać oklaski za mój śpiew. A ja?? Gdzie w tym wszystkim jestem ja?? Zadając te pytania szłam, Szłam przed siebie. Mijałam ludzi, auta. Nikt się nie zapytał czy mi pomóc. Nawet gdy zaczęło padać. Schroniłam się na przystanku. Rozmawiałam z miłą, straszą panią, która czekała na autobus. Dała mi drobne na bułkę. Byłam już tak głodna. Może jeszcze są dobrzy ludzie??  Wypogodziło się. Wyszła tęcza. Wtedy przyszła mi na myśl piosenka: 'People say: After rain always is sunny. If you want a sun, open your heart and feel love". -śpiewała wraz ze mną cała ulica. Zebrała pieniądze na pociąg i wróciła na do domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziś dłuższy rozdział :D Mam nadzieję, że nie zamulam xD  PROSZĘ O KOMENTARZE!!! Przepraszam, że Caps Lock'iem, ale  naprwadę mi zależy na Waszych opiniach.
A już w następnym rozdziale:
Kogo pozna Sarah w pociągu?
Co będzie się działo w szkole po jej powrocie?
Jaką wiadomość będzie miała dla niej Ania?
Co z Olkiem?
Czekajcie =] A propos fryzjera, to bardzo mi się podoba nowa 'JA' :D Jak będzie 30 komentarzy pod notką, to dodam fotkę :D

środa, 11 kwietnia 2012

Rodział 2.

  Zadzwonił!!!-słyszę krzyki Przemka i Ani. Czekaliśmy razem na telefon. Lecz gdy moja mama skończyła rozmawiać posmutniała. Dobrze wiedziała ile to dla mnie znaczy. Zawsze mnie wspierała, ale miała jakąś smutną minę. Teraz ona potrzebowała wsparcia. Ania i Przemek poszli. Nie chcieli przeszkadzać. Zostałam sama. Z mamą. Zapadła cisza. Po jej policzku spływała mała łza. Patrząc na jej wewnętrzny ból me oczy przepełniły łzy.
-Nie będziesz grała w tym musicalu...-powiedziała mama, po czym wybiegła do kuchni.
      Zostałam w pokoju. Słyszałam jak o podłogę odbijają się coraz większe łzy. Zrozumiałam. To przez pieniądze. Trzeba wykupić mieszkanie w Warszawie. Mam termin do końca tygodnia. Nie zostało dużo dni. Ania i Przemek zaoferowali mi swoją pomoc, choć wiem, że oni też nie są bogaci. Przemek odda mi trochę z praktyk, Ania dostała pracę w barze szybkiej obsługi, a ja będę rozdawała ulotki. Zadzwonię jeszcze do taty. Może mi pomoże. Choć nie odzywałam się do niego już od  dawna. On chyba nawet nie chce nas znać.
   Więc przez kolejne 3 dni rozdałam 1000 ulotek. To dało 50 złotych. Ania zarobiła przez 3 dni 100złotych a Przemek dał 120 złotych. Lecz 270 złotych to jednak na mieszkanie za mało. Mama nie da mi zbyt wiele. Zobaczymy ile uda mi się uzbierać do niedzieli.
                                                                     ***
   Zadzwoniłam do ojca, do pary cioć i wujków. I tak! Znalazłam mieszkanie. Gram w musicalu! Gdy przyszłam do szkoły wszyscy mi gratulowali. Zrobili się milsi byłam bardzo popularna przez ten jeden dzień. Leslie nauczyła mnie, jak się malować, paru chłopców dało mi swoje numery. Tomek się do mnie uśmiechnął. Za to Kamil się ode mnie odwrócił. Wiem, że muszę jakoś przeżyć ten tydzień, a w sobotę wyjazd. Jestem ciekawa jak to będzie. I martwię się o Anię. Czy poradzi sobie sama. I o Olka. Ci blokersi znów go pobili.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jutro może nie dodam notki, bo idę o fryzjera. Ale się postaram. Proszę o KOMENTARZ!
A już w następnej notce:
Przekonacie się jak będzie wyglądało mieszkanie i praca Sary. Co zrobi, żeby wrócić do domu?
Poczekajcie!!!